Szukaj na tym blogu

środa, 13 lutego 2013

"lecę sobie w kulki" czyli beaded balls

Pierwsze koty za płoty... a igła w dłoń!
Po kilku próbach wyłoniły się moje pierwsze koralikowe kulki.
Niby to proste ale nie do końca - podczas pracy myślenia wyłączyć nie można ani w obłokach pobujać wcale, bo od razu coś zaczyna umykać.
W moim przypadku cała trudność technik koralikowych zamyka się w tym,  że każdą instrukcję muszę tłumaczyć na...lewą rękę - bo wszystko jest stworzone dla osób praworęcznych. I tu cały mój ból...samą technikę sznura koralikowo-szydełkowego szkolę już od tygodni i EUREKA - złapałam!  Pochwalić się efektem jednak nie mogę - bo Siostra pierwszą branoletkę skradła:-)

Wracając do tematu: kulki już znalazły swoje zastosowanie.  To moja wisienka na torcie - znaczy w naszyjniku:-)
Ale po kolei -  pierwsze kulki:



Naszyjnik w moich ulubionych kolorach -  kojarzy mi się z morzem, błekitnym niebem, kawą ze śmietanką i miętowymi lodami. mniam:-) 



 I moje małe próby stylizacji...


Do lata...do lata ....tratatata... morze i lody... koniecznie miętowe!!!
Pozdrawiam, B.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miło mi będzie, jeśli zostawisz po sobie ślad.