Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 10 września 2012

Sutasz.

Na tą technikę natknęłam się już jakiś rok czy dwa lata temu. Spróbowałam. Na początek. Coś tam wyszło, ale porzuciłam, bo zbyt pracochłonne, bo ciągle mało czasu... i ta niecierpliowść wrodzona.
I dziś znów powracam, bo urok tej biżuterii śni mi się po nocach (gdy uda mi się wreszcie zasnąć).
Po nocach też powstawała moja sutaszowa wariacja. I tak trzy noce. A rano… tylko mąż podejrzliwie spoglądał w me niewyspane oblicze i pytał: „Żono, na jakiej imprezie dziś balowałaś, gdy ja spałem?”
A na takiej:
Bransoleta z zegarkiem ubranym w sutasz...albo zegarek z bransoletką ... jak kto woli. Grunt, że praktycznie, dwa w jednym, elegancko, niebanalnie i modnie.  

Pozostało już mi ją tylko zabezpieczyć impregnatem. 

4 komentarze:

  1. Nie dziwię się,że spać nie mogłaś. Ja też muszę spróbować:) to jest piękne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Polecam - sutasz wciąga na maksa:-)

      Usuń
  2. Kapitalny pomysł z tym sutaszowym paskiem. Bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi będzie, jeśli zostawisz po sobie ślad.