Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Weekend...

Minął kolejny weekend szybciej niż byśmy tego chcieli. Czas znowu bezlitośnie "przeleciał przez palce" i znowu go na coś zabrakło. Dziś poostało już tylko wspomnienie "chwili dla siebie", niespiesznie pitej kawy i leniwego przemieszczania się pomiędzy kuchnią a pokojem. A ja, oprócz rutynowych prac domowych, wpadłam w trans malowania, klejenia i lakierownia aż powstała kolejna herbaciarka. Też makowa (wzór - co prawda - popularny, nawet oklepany, ale skusił mnie swoim urokiem, delikatnością i nie sposób było się oprzeć).
Moja herbaciarka utrzymana jest w odcieniach wiśni i czewieni, zaś kwiaty pociągnęłam złotą konturówką, aby nadać im trochę wypukłości.




W sobotni wieczór zamarzył mi się domowy rosołek z maminym makaronem, a wierzcie mi tak ogromne to było marzenie, że w niedzielę o 8.00 chwyciłam wałek w dłoń i... o 10.00 taki to oto widok Mąż zastał wracając ze swej Alma Mater: makaron do rosołu, moje papardelle.


A rosołek... wysiłku był wart, a może i masy mięśniowej mi przybyło za ten wysiłek. Kto wie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miło mi będzie, jeśli zostawisz po sobie ślad.