Szukaj na tym blogu

sobota, 19 listopada 2011

Moje jesienne nic-nie-robienie...

Hej-Ho!
Powracam po długiej przerwie - aby nikt nie myślał, że całkowicie wyparłam się swoich fascynacji wszelkiego rodzaju "sztuką" co to, to absolutnie NIE!
i jeszcze raz NIE!
Już się tłumaczę: przerwa to nie tylko potrzeba odpoczynku od prowadzenia bloga, to także efekt "zaprzedania mojej duszy" nowym pasjom: nauce filcowania i sztuce kulinarnej (w tym drugim wypadku wyobraźcie sobie szczęście Męża) oraz poszukiwania nowych pomysłów. Zastrzegam od razu, że decu jednak bezapelacyjnie zostaje numerem 1...
Kilka moich filcowanek właśnie się wykańcza i czeka na sesję - ale to temat na następny post. Dziś będzie kilka fotek o sztuce, która "trafia przez żołądek do serca", o wspomnieniach lata, o tym, co poprawia humor i cieszy oko :-)

Wyobraźcie sobie:


 krople deszczu błyszczące w słońcu na płatkach kwiatów,

smak świeżych malin,

i delikatną tartę na francuskim cieście z kremowym twarożkiem pod kołderką z soczystych malin,


mufinki nadziewane orzechami w miodzie i zapach mięty,


czerwone korale jarzębiny,

odrobinę egzotyki na stole,


mój trochę inny jesienny bukiet "kwiatów"


i coś dla osób o mocnych nerwach (wyglądają groźnie, ale mi bardzo smakowały)

 :-) 

I tym strrrasznym akcentem kończę. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy wytrwali i mnie odwiedzają i do następnego razu - tym razem będę zafilcowana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miło mi będzie, jeśli zostawisz po sobie ślad.