Szukaj na tym blogu

piątek, 30 września 2011

Jesień w pełni a u mnie...truskawki?

Tak:-)
Jeden samotnie spędzony wieczór, nudny film, kieliszk białego wina, dwie złamane igły oraz kilka porządnych nakłuć (we własne palce oczywiście...) i wyfilcowały mi się dwie soczyście czerwone truskaweczki. 
Muszę przyznać, że jednak są one po dość drastycznych przejściach, które zafundowali im koci domownicy Angel i Diablo. Huncwoty dwa w nocy znalazły miejsce, w którym ukryłam filcowe truskawki i urządziły sobie nocne i dość hałaśliwe zabawy w stylu "podaj dalej" oraz "O! jak fajnie się turla", podczas gdy ja nieświadoma demolki spędzałam czas w objęciach Morfeusza. A rano... Mąż znalazł mnie z pewną częścią ciała wypiętą w górze, gdy szukałam moich filcowanek zaglądając  pod wszystkie szafki i inne ulubione kocie skrytki:-)

Uf! dobrze, że jednak dały się odratować:-)

Owoc mojej pracy...

"Truskawkowo"

Reasumując, filcowanie wciąga również ... koty :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miło mi będzie, jeśli zostawisz po sobie ślad.